Bytom „ogłuszony ciszą” Drukuj

Proszę o ciszę, kamera, poszła, akcja! Charakterystyczne dla planu filmowego komendy niezliczoną ilość razy rozbrzmiewają w bytomskim porcie, gdzie od tygodnia kręcone są zdjęcia do filmu wojennego Żar leje się z nieba, uzbrojeni i ubrani w żołnierskie mundury statyści kryją się w cieniu drzew, aktorów osłaniają parasole, a typowy dla obrazków wojennych brunatnozielony łazik dowozi butelki wody dla rannych, wróć – spragnionych – członków rosyjsko-polskiej ekipy filmowej. Tak w głównej mierze wyglądała niedziela w porcie w Bytomiu Odrzańskim, gdzie kończył się właśnie pierwszy tydzień pracy przy kręceniu historycznego filmu zatytułowanego „Ogłuszeni ciszą”.
Przypomnijmy: produkcja powstaje na zlecenie Rosjan i opowiada historię, która dzieje się pod koniec II Wojny Światowej. Bytom Odrzański, jako miejsce akcji, robi tu za niemiecką miejscowość położoną nad Łabą, którą z kolei „gra” Odra. Scenariusz filmu mówi, że po jednej stronie rzeki stacjonują wojska amerykańskie, a po drugiej radzieckie. Głównymi bohaterami są więc Niemcy, Amerykanie i Rosjanie.
O pracy na planie filmowym mówi się, że polega ona głównie na czekaniu. Rzeczywiście, pomiędzy każdorazowym podejściem do wykonania ujęcia, większa część ekipy długimi momentami wyczekuje przygotowania danego skrawka miejsca akcji. Czeka się na ustawienie kamery, przygotowanie sprzętu od światła i dźwięku, planuje każdą wręcz sekundę ujęcia, ustawia i instruuje statystów. Na koniec czeka się na aktorów i ustala z nimi, co za chwilę mają zagrać. Padają komendy: cisza na planie, kamera, poszła, akcja i…. najczęściej słychać „dubel”, albo „powtarzamy”, bo druga prawda o planie filmowym mówi z kolei, że to wielokrotne powtarzanie ujęć, czasem aż do znudzenia i zmuszenia się, by jeden z dubli uznać za dostatecznie udaną próbę. 
Przyjrzyjmy się przykładowej, nie mającej pewnie większego wpływu na całokształt, scenie z niedzieli: rosyjski młody aktor (chyba odgrywający jedną z głównych ról) ma przejść się wałem wzdłuż muru, sięgnąć po rosnący w trawie kwiatek, zerwać go, powąchać i oddalić się w stronę rzeki znikając za rogiem muru. W między czasie przebiega obok niego trzech innych żołnierzy. Ujęcie powtarzane jest niemal dziesięć razy. A to aktor idzie za szybko, a to zbyt swobodnie, to z kolei nie zasymulował zerwania kwiatka, a wyciągnął go z trawy nienaturalnie i bez zasygnalizowania, że dopiero co go zauważył, a to z kolei statyści grający żołnierzy przebiegli obok niego zbyt późno. I tak to się kręci…
Obserwując pracę filmowców po raz pierwszy, trudno nie zauważyć czegoś, co nie jest powszechnie wiadomym, a mianowicie tego, jak duża rolę w powstaniu każdego ujęcia ma operator kamery. To on ma tyle samo do powiedzenia co reżyser, a momentami nawet więcej. Pierwszy widzi kompozycję kadru i zanim zacznie kręcić lub przy kolejnych dublach, wedle własnego uznania przestawia ludzi czy elementy scenografii.
Zdjęcia do filmu mają potrwać do końca sierpnia. W tym czasie kręconych będzie wiele scen z ludnością cywilną w tle. Wśród statystów będzie wówczas sporo mieszkańców Nowej Soli i Bytomia Odrz. W najbliższym czasie ekipa będzie pracować m.in. nad sceną pożegnania odjeżdżających żołnierzy, która powstawać będzie prawdopodobnie na dworcu kolejowym w Bytomiu. Swoje „pięć minut” dostanie także kino w Nowosolskim Domu Kultury.


Artur Lawrenc

Tygodnik Krąg